Ronaldo strzelił dwa gole, a Real Madryt przypieczętował tytuł 2002/03 z Athletikiem

22 czerwca 2003 roku Santiago Bernabéu było areną zakończenia sezonu, którego klub Los Blancos długo nie zapomni. Zwyciężając Athletic Club de Bilbao 3:1 w ostatniej kolejce, Real Madryt zapewnił sobie 29. tytuł La Liga. Dwie bramki Ronaldo Nazário i jedna Roberto Carlosa. Tak po prostu.
Walka do samego końca
Edycja 2002/03 hiszpańskich rozgrywek była jedną z najbardziej wyrównanych z początku lat 2000. Real Madryt zakończył z 78 punktami, zaledwie dwoma więcej niż Real Sociedad, który przystąpił do ostatniej kolejki wciąż marząc o trofeum. Wąski margines, prawdziwa presja aż do ostatniego gwizdka.
Vicente del Bosque prowadził drużynę w tamtym sezonie i dostarczył najskuteczniejszy zespół ligi: 86 strzelonych bramek, najlepszy atak całych rozgrywek. Los Blancos nie tylko wygrywali, ale regularnie rozbijali rywali.
Ronaldo, główne nazwisko kampanii
W planie indywidualnym wyróżnił się Fenomen. Ronaldo zakończył ligę z 23 bramkami dla klubu, jako wewnętrzny król strzelców drużyny. Jego dublet w krajowym finale przeciwko Athleticowi był czymś więcej niż symbolicznym: był podsumowaniem sezonu zbudowanego na jego skuteczności.
Roberto Carlos, lewy obrońca, który rzadko pojawiał się jako decydujący strzelec, dopełnił wynik i wpisał się w historię tamtego meczu golem. Athletic zdołał strzelić kontaktową bramkę, ale wynik ani przez chwilę nie był zagrożony.
Trzecie trofeum historycznego sezonu
Liga była w istocie trzecim trofeum wzniesionym przez Real Madryt w tamtym sezonie. Wcześniej klub zdobył Superpuchar UEFA przeciwko Feyenoordowi oraz Puchar Interkontynentalny przeciwko Olimpii z Asunción w Japonii. Czyli: trzy różne rozgrywki, trzy tytuły. Kampania, którą niewielu zdołałoby powtórzyć.
Dwadzieścia jeden lat później ten cykl del Bosque wciąż wspominany jest jako jeden z najbardziej produktywnych okresów w najnowszej historii klubu. Tytuł z 2003 roku był też ostatnim, który szkoleniowiec zdobył na czele drużyny przed zwolnieniem – ironicznie, tuż po zakończeniu sezonu. Futbol rzadko nagradza wdzięcznością.





