McGregor mierzy się z Hollowayem na UFC 329 po pięciu latach poza oktagonem

Czekanie dobiegło końca. W nocy z tej soboty, 11 lipca 2026 roku, Conor McGregor wchodzi do oktagonu w T-Mobile Arena w Las Vegas, by zmierzyć się z Maxem Hollowayem w karcie głównej UFC 329. Minęło pięć lat od złamania nogi doznanego w pojedynku z Dustinem Poirierem – i dla wielu ludzi ten powrót wydawał się coraz mniej prawdopodobny.
Co jest stawką dla każdego z zawodników
Dla Irlandczyka chodzi o coś znacznie więcej niż zwykłą walkę w kategorii Welterweight. McGregor przeszedł burzliwy okres w ringu i poza nim, a powrót przeciwko rywalowi kalibru Hollowaya byłby sam w sobie deklaracją, że wciąż należy do elity. W wieku 37 lat, dźwigając ciężar poważnej kontuzji i serii negatywnych wyników, „The Notorious” potrzebuje wybuchowego początku walki – gazu nie starczy na pięć rund, to niemal konsensus.
Holloway przybywa w zupełnie innej sytuacji. Były mistrz Featherweight i jeden z najbardziej płodnych finiszerów przez nokaut, stracił grunt po porażce z Charlesem Oliveirą. Ale zdobycie tytułu przez Justina Gaethjego ponownie otworzyło kolejkę – a przekonujące zwycięstwo nad McGregorem może przywrócić go na szczyt rozmów.
Kursy i faworyt
Bukmacherzy nie oszczędzają McGregora. Holloway jawi się jako wyraźny faworyt, z kursem -235 na zwycięstwo. Nokaut Hawajczyka jest już wyceniony niemal po równo, na -115. Irlandczyk z kolei płaci +182 za jakiekolwiek zwycięstwo i +270, jeśli zakończy walkę przedwcześnie – najbardziej realistyczna droga dla niego, w ocenie analityków.
Dziesięć lat temu McGregor dominował nad Hollowayem mieszanką presji, kopnięć bocznych i nienagannego wyczucia czasu. To była inna walka, przeciwko młodemu rywalowi, który jeszcze się nie ugruntował. Dziś Holloway rozwinął się we wszystkim: wolumen, obrona, walka w zwarciu. Walka z 2015 roku służy jedynie jako historyczna ciekawostka.
Jak każdy może wygrać
Droga McGregora prowadzi nieuchronnie przez początkowe rundy. Musi narzucić presję, szukać klatki i znaleźć podbródek Hawajczyka, zanim fizyczne zmęczenie zacznie zbierać żniwo. To wiele wymagać od zardzewiałego 37-letniego zawodnika, by wychodził gorący od początku – ale dokładnie tego wymaga sytuacja.
Holloway z kolei ma wszystko, by rosnąć wraz z upływem rund. Jego wolumen ciosów jest duszący, i jeśli przetrwa ewentualnie trudniejszy początek, tendencja jest taka, że „Blessed” przejmie kontrolę nad walką jabem, wariacjami i uporem. Nie byłoby niespodzianką, gdyby Hawajczyk spróbował przynajmniej jednego obalenia, by zmęczyć muskulaturę rywala – strategia podobna do tej, którą z powodzeniem zastosował Poirier.
Prognoza wskazuje na Hollowaya przez nokaut. McGregor będzie potrzebował czegoś bliskiego cudu, by zmienić ten scenariusz.





